niedziela, 24 stycznia 2010

Jermyn Street

Rok mi się zaczął pracowicie i w rozlicznych rozjazdach, stąd tak długa przerwa w pisaniu bloga. Ale, zgodnie z teorią że podróże kształcą oto świeżo przywieziona, ciepła jeszcze refleksja z ostatniego londyńskiego wyjazdu, trochę ku pokrzepieniu polskich klientów. Okazuje się że, nie tylko nad Wisłą można mieć kłopot z upolowaniem wymarzonego ubrania. Tak się dzieje wierzcie lub nie, nawet na słynnej Jermyn Street. Historyczna już ulica ze sklepikami datowanymi nawet na XVII wiek jest synonimem podobnie jak sąsiednia Savile Row klasycznego szyku i stylu w najlepszym gatunku. Jak to jest możliwe że w takim zagłębiu męskiej elegancji, które tonie pod stosami perfekcyjnie uszytych koszul, ręcznie obszywanych krawatów, wszelakiej maści tweedowych marynarek , flanelowych spodni, nieskończonej ilości wełnianych kardiganów i jumperów nie można dostać czegoś tak oczywistego i klasycznego jak zwyczajny, kaszmirowy wykończony na okrągło męski sweter, w dodatku w tak "wyrafinowanym" kolorze jak granatowy. A jednak. Okazało się to zadaniem karkołomnym. Zaglądanie do kolejnych sklepików coraz bardziej odbierało nadzieją i wiarę w znalezienie tego jakże "wysublimowanego" szczegółu męskiej garderoby.
U Alfreda Dunhilla, u T.M. Lewin & Sons pusto, u Rodericka Charlsa i Thomasa Pinka nic. W Harvie & Hudson i New & Lingwood też pusto, nawet u Hacketta ani jednej sztuki. No owszem w moim ulubionym Turnbull & Asser były crewnecki, chociaż okazało się że za to z rozmiarem jest problem no i cena 300 funciaków za sztukę to też lekka przesada. Jednym słowem porażka. Z v-neckiem nie byłoby kłopotów, tych jest zatrzęsienie, jak na chińskim bazarze, ale wykańczany na okrągło totalnie klasyczny podstawowy model brytyjskiego swetra, no po prostu nie do dostania. Honor słynnej ulicy uratował mały sklepik, filia Hilditch & Key spod 37 bo w tym dużym pod 73 też nie mieli. A tu znalazły się i to nawet dwa, jeden kaszmirowy, drugi z owczej wełny, chyba jedyne granatowe crewnecki na całej Jermyn Street . Czy to znaczy że brytyjska klasyka przechodzi załamanie oddając pola tej bardziej sportowej linii jak chociażby sweter w serek ?czy może po prostu w wielkim świecie chcąc znaleźć coś konkretnego miewają te same problemy co my? Doświadczenie tudzież dziwne co i pocieszające , że odstajemy, ale może nie aż tak.

niedziela, 3 stycznia 2010

dress code & pink

Na dobry początek roku temat trochę lżejszy w kolorze, żeby 2010 właśnie taki był, lekki i słodki jak wata cukrowa.
Zapytano mnie ostatnio czy męska różowa koszula jest w dobrym guście i czy mieści się w kanonach dress code. Ten kolor wciąż budzi dużo kontrowersji i pytań. Tak naprawdę róż, stał się kolorem akceptowalnym przez mężczyzn całkiem niedawno. Jeszcze 40-50 lat temu, wciąż był kolorem tabu, zakazanym, niechcianym, chociaż i od tej reguły były wyjątki bo z dużym upodobaniem nosił ponoć różowe koszule słynący z elegancji i świetnego wyczucia stylu Cary Grant. Dopiero rewolucja obyczajowa lat 70 rockandrollowo wprowadziła ten kolor do męskiej szafy. W dzisiejszej dobie eklektyzmu i twórczej wolności, różowe koszule stały powszechnie akceptowalne również kręgach biznesowych i na dobre zagościły w stałej ofercie nawet tak konserwatywnych koszulowych producentów jak ci ze słynnej londyńskiej Jermyn Street, będącej ostoją brytyjskiej tradycji krawieckiej. Prekursorem był nowatorski jak na tę okolice Thomas Pink który wprowadził świeży powiew pastelowych kolorów w świat męskich koszul i oczywiście nie mogło zabraknąć w tym zestawie nomen omen różu. Uwaga kolor różowy nie jest dla wszystkich. Bynajmniej nie każdemu pasuje bo bezkompromisowo podkreśla bladość cery i nie daj Boże podkrążone zaczerwienione (vel; przepite) oczy. Ale pomijając te względy różowa koszula to ciekawa alternatywa dla tych bladoniebieskich a na dzień do biura mniej oficjalna niż zbyt formalna biel. Idealnie funkcjonuje z szarymi czy granatowymi garniturami. Przy odrobinie twórczej wyobraźni fajnie komponuje się z kolorami ziemi, brązami itd. Absolutnie jest warta uwagi, mieści się w biznesowym dress code i jest już chyba pozbawiona wszelkich niezdrowych konotacji. Nawet już nie jest ekstrawagancją.

czwartek, 31 grudnia 2009

Noworocznie !

Moi, Mili,
Przesyłam Wam najserdeczniejsze życzenia noworoczne. Życzę wspaniałych ubraniowych inspiracji, odwagi w poszukiwaniu swojego wymarzonego wizerunku, pewności siebie w odkrywaniu klasycznej elegancji oraz jak najmniej stylistycznych rozterek i dress codowych „wpadek”. Ja uciekam, przywitać hucznie Nowy Roczek, czego i Wam oczywiście serdecznie życzę !!!

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Męski Sylwester

Fakt że za 3 dni Sylwester skłonił mnie do małej refleksji na temat wieczorowej elegancji i najnowszych trendów męskiej mody na specjalne okazje. No cóż, moi Drodzy, nawet w naszych szalonych czasach wygrywa rasowa klasyka. Podglądając propozycje wielkich projektantów na ten sezon okazuje się że, nic bardziej szykownego, stylowego nie wymyślono. Nie ma to jak, niezniszczalny, niezastąpiony, dobry stary przyjaciel mężczyzny - SMOKING. Teraz odświeżony w linii i formie, z nonszalanckich tkanin, potraktowany przez mistrzów z rozmachem, przymrużeniem oka i na nowo, ale pomimo całego tego mydlenia oczu nowatorstwem i awangardą, przecież to wciąż absolutna klasyka gatunku. Standard męskiej wieczorowej elegancji i stylu, smoking nadal pozostaje nie do przebicia. Uff, co za ulga... mimo całej metro seksualnej mody,nowoczesny facet wciąż może zostać facetem, nie będąc posądzonym o stetryczałe, skostniałe, konserwatywne nawyki...... Versace Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 Collection
Gianfranco Ferre Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 CollectionDolce&Gabbana Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 CollectionDolce&Gabbana Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 CollectionTrussardi Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 CollectionJohn Richmond Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 CollectionJohn Richmond Men's Autumn(Fall)/Winter - 2009/2010 Collection

Nie pozostaje mi nic innego drodzy Panowie, jak zyczyć Wam szampańskiej zabawy w smokingu i pod muchą....

piątek, 25 grudnia 2009

Right Size Story - Marynarka cz. 2

Długość marynarki. Czasem patrząc na mężczyzn w garniturach mam wrażenie że w ogóle nie biorą tego parametru pod uwagę. Długość marynarki jest warunkowana wzrostem i proporcjami ciała, a nie długością rąk jak się powszechnie uważa. To jeden z podstawowych błędów podczas zakupów gotowego garnituru jakiś fatalny fałszywy mit żeby marynarkę dopasowywać jedynie ze względu na właściwą długość rękawa. A zatem to nie dł. rękawa determinuje dł. marynarki Podstawowa zasada jest taka że marynarka musi być na tyle długa żeby zakrywać linią pośladków ale jednocześnie powinna kończyć się tak by uzyskać jak najdłuższą linią nóg jak to jest możliwe. Marynarka właściwej długości powinna się kończyć dokładnie w połowie dystansu między szwem kołnierza a podłogą . Dłuższa marynarka optycznie wydłuży linię torsu, ale skróci długość nóg. Kolejnym kluczowym dla sylwetki i proporcji ciała elementem jest wydawałoby się drobny detal czyli guzik marynarki położony w linii pasa. Jest to tzw. Punk ciężkości sylwetki, centralny element marynarki. Zgrabne manipulowanie wysokością jego położenia daje możliwość korekty długości torsu względem nóg tak by uzyskać optymalne proporcje. Guzik ten powinien znajdować się o 1,5 cm poniżej naturalnej talii czyli najwęższego miejsca torsu. Ponieważ tak istotna jest jego rola jako środka i centrum marynarki najlepsi krawcy z londyńskiego Savile Row pozostawiają znalezienie właściwego dla niego położenia na ostatnią przymiarkę przekładając zaznaczenie tego punktu z miejsca na miejsce by mieć absolutna pewność że marynarka się idealnie układa i nadaje figurze idealne proporcje.
Nie bez znaczenia dla sylwetki jest długości i szerokość klap. Klapy mocno wydłużone i ostro ścięte sprawią że niski mężczyzna będzie się wydawał jeszcze niższy a tęgiemu przy takich klapach przybędzie kilogramów. Niewysocy Panowie powinni wybierać marynarki o krótkich wyłogach. Natomiast wysocy wybierając klapy wydłużone które stykają się niżej w ten sposób zrównoważą długi tors.